Kiedy się obudziłam, czułam się wypoczęta. Wiedziałam, że
tego dnia będę musiała poszukać znowu jakiegoś noclegu, a najlepiej pracy. Całe
szczęście, że umiałam w miarę angielski. Wiedziałam od kilku lat, że nadejdzie
dzień w którym będę musiała wyjechać, a chyba każdy wie, że po angielsku dogada
się w każdym kraju. Więc przyłożyłam się najbardziej do tego języka, oczywiście
nie stać mnie było na prywatne kursy. Musiałam sama sobie radzić, uczyłam się z
książek które miałam, no i oczywiście w szkole. Jak się chce, to się wszystko
osiągnie… Może i nie umiem tego języka perfekcyjnie, ale dogadam się. Na
zegarku była już godzina 8.56, musiałam szybko wstać i się ogarnąć, bo o 10
miałam oddać klucze od pokoju. Poszłam do łazienki, wzięłam szybki prysznic,
owinęłam się ręcznikiem i wyszłam. Otworzyłam swoją walizkę, a raczej małą
torbę z ciuchami, która stała obok łożka w hotelowym pokoju. Nie miałam zbyt
dużego wyboru. Ubrałam więc moje krótkie szorty bo za oknem było słonecznie, do
tego założyłam bluzkę bokserkę i moje zwykłe czarne trampki. Poszłam do
łazienki, włosy spięłam w niechlujny kok, makijażu nie robiłam, nigdy nie
przykuwałam uwagi do swojego wyglądu, to się dla mnie nie liczyło. Byle bym
miała czyste ciuchy, i ogólnie byle bym była wykąpana. Kiedy byłam już gotowa wyszłam z pokoju,
zeszłam na dół do holu i oddałam klucze. Kiedy wyszłam z hotelu, zastanawiałam
się gdzie iść. Stwierdziłam, że pójdę przed siebie, chodziłam trochę po
sklepach, nie miałam pieniędzy więc nic nie kupowałam. Ludzie chodzili
uśmiechnięci, zadowoleni z życia, wyglądali na bardzo przyjemnych. Zawsze
uważałam, że Irlandczycy są bardzo mili i uprzejmi. Szłam tak przed siebie i
trafiłam w dziwną dzielnicę, było tam brudno, chodziło dużo nieprzyjemnych
mężczyzn. Zaczęłam się bać, nawet nie wiedziałam gdzie jestem, nagle wpadłam na
kogoś.
- No lalunio, uważaj jak chodzisz – usłyszałam, mocny męski
głos.
- Prze.. przepraszam. – odpowiedziałam przestraszona,
chciałam już odjeść, ale nagle poczułam na swoim ramieniu czyjąś dłoń.
-Co ty tak tutaj sama robisz? Szukasz kogoś? Może chcesz się
z kimś zabawić? – zapytał bezczelnie nieznany mi mężczyzna. Bałam się coraz
bardziej, miałam ochotę uciekać, lecz nagle pociągnął mnie on za rękę i
prowadził gdzieś. Zatrzymaliśmy się w jakimś zaułku, nie było tam dalszej
drogi. Nagle starszy facet ode mnie, zaczął rozpinać rozporek. Znowu próbowałam
uciec, lecz on przyciągnął mnie do siebie, próbowałam się wyrwać lecz to nic
nie dało. Czułam jak dotyka mnie po udzie i jedzie ręką w górę.Z mojego
policzka popłynęły łzy, znowu to samo. Spróbowałam się powtórnie wyrwać w tym
razem, na szczęście, mi się udało. Pobiegłam przed siebie, jak najszybciej
mogłam, wybiegłam na jakąś ulicę, było
na niej znowu pełno ludzi. Po chwili skapnęłam się, że jestem tam gdzie byłam
już przedtem. Ludzi się na mnie dziwnie patrzeli, ale co się dziwić? Byłam cała
roztrzęsiona, po moich policzkach ciekły łzy, i założę się, że byłam cała
blada.
- Wszystko w porządku? – usłyszałam, miły kobiecy głos.
Spojrzałam przed siebie, przede mną stała, jakaś starsza pani. Miała
pomarszczoną twarz, po mimo to miała bardzo miły wyraz twarzy.
- Tak wszystko porządku. – odpowiedziałam, ocierając szybko
łzy z policzka oraz wymusiłam uśmiech, był to wymuszony uśmiech ale bardzo
szczery. Miło było, że w ogóle ktoś się mną zainteresował. – Dziękuje że pani
pyta, przepraszam ale się spieszę. – odparłam i odeszłam. Niedaleko zauważyłam jakiś park, udałam się
więc w jego stronę, był piękny. Było w nim bardzo zielono, ptaki ćwierkały, na
środku była wielka fontanna, wokół której bawiły się dzieci. Usiadłam no
pobliskiej ławce i wsłuchiwałam się w piękny śpiew ptaków, ogarniał mnie w tedy
taki spokój. Lecz po chwili w mojej głowie, pojawił się obraz, twarzy
mężczyzny, który przed chwilą, chciał mnie chyba zgwałcić. To było okropne,
znowu musiałam przeżywać to samo. Czemu mam aż takiego pecha w życiu? Teraz
nawet nie wiedziałam, gdzie mam pójść, czułam, że mogłam zaplanować mój wyjazd.
Ale jestem przyzwyczajona, że zazwyczaj robie wszystko pochopnie, nie zważając
na konsekwencje. Muszę dać sobie jakoś rade, nie lubię się poddawać. Przeżyłam
już tyle i dałam rade, teraz też dam. Może i się poddałam, wyjeżdżając z
Polski, lecz zrobiłam to dla swojego dobra. Nie mogłam tam dłużej zostać.
- Pobawisz się ze mną? – po chwili z zamyślenia wyrwała
mnie, jakaś mała dziewczynka. Miała piękne blond włosy i niebieskie oczy, a w
ręku trzymała kolorową piłeczkę.
-Jasne, a w co chcesz się bawić? – spytałam, pomyślałam, że
nic mi nie zaszkodzi pobawienie się chwilę z nią.
- Łap! – krzyknęła, rzucając piłkę w moją stronę. Z
zaskoczenia, ledwo ją złapałam. Dziewczynka chwyciła mnie za rękę i
poprowadziła na środek trawnika. Kiedy tak się z nią bawiłam , poczułam się
dziwnie, nie doznałam tego uczucia nigdy wcześniej. W dzieciństwie nie bawiłam
się zbyt często, nigdy nie miałam prawdziwego dzieciństwa. Wszystko przez moich
rodziców, teraz chociaż przez chwilę w wieku 18 lat mogłam poczuć to czego nie
doznałam nigdy wcześniej.
- Miranda! Chodź tutaj, nie zawracaj tej pani głowy. Kurde
szukałam cię wszędzie. – usłyszałam zza pleców, miękki głos dziewczęcy. Kiedy się odwróciłam, zauważyłam dziewczynę
którą widziałam już dzień wcześniej. Była to ta sama dziewczyna, która dała mi
kanapkę wczoraj. Jej piękne rude włosy opadały idealnie na ramiona, miała na
sobie śliczną sukienkę koloru zielonego, która pasowała do jej oczu. Nie żebym
gustowała w dziewczynach, ale była ona śliczna. Ciuchy założę się, że miała
markowe, o takich ciuchach zawsze tylko mogłam sobie pomarzyć. Każda
dziewczyna, chciałaby wyglądać jak ona.
- O kurde, cześć! Ja cię znam, widziałyśmy się wczoraj,
prawda? – zapytała entuzjastycznie. Właśnie to mi się w niej podobało, jak się
na nią tylko spojrzało widać było w niej, że jest zadowolona z życia. Promieniała na kilometry
pozytywnością. Różniła się tak bardzo ode mnie, można było powiedzieć, że była
moją przeciwnością. Różniłyśmy się jak woda i ogień.
- Hej, tak to prawda. To jest twoja siostra? – spytałam,
pokazując wzrokiem na dziewczynkę, która jak się dowiedziałam miała na imię
Miranda.
- Tak, szukałam tego małego diabełka wszędzie. Dziękuję, że
się nią zaopiekowałaś – powiedziała, posyłając mi wdzięczne spojrzenie.
-Ależ cała przyjemność po mojej stronie. – odparłam,
uśmiechając się przyjaźnie.
- Masz czas? Może.. przejdziesz się z nami? Mała cię
widocznie polubiła, a i tak nie mamy co robić. – spytała mnie z szerokim
uśmiechem na twarzy.
- Tak! Chodź z nami, proszę – krzyknęła Miranda, przytulając
się do moich nóg, bo tylko dotąd mi sięgała.
- Jak teraz mogłabym odmówić? – powiedziałam, patrząc w dół
na dziewczynkę, obie z siostrą dziewczynki wybuchłyśmy śmiechem. -Chętnie się z
wami przejdę. – odparłam, biorąc moją torbę z ziemi i ruszyłyśmy w głąb parku.
Miranda chwyciła mnie za rękę, a obok nas szła rudowłosa dziewczyna. Nagle
zdałam sobie sprawę, że nie znam jej imienia.
-Tak ogólnie to jestem Amelia – powiedziałam nagle, czekając
na reakcje dziewczyny.
- O jak mi głupio, zapomniałam się przedstawić, ja jestem
Ashley . Amelia? Boże, jakie trudne imię do zapamiętania. – odparła chichocząc.
- Tak, to Polskie imie i dlatego.
- No to będę na Ciebie mówi Ami (czyt. Ejmi) może być? –
spytała, z sympatycznym wyrazem twarzy.
- Oczywiście, ładny skrót. Podoba mi się – odparłam,
odwzajemniając uśmiech.
- Tak w ogóle co cię tu sprowadza? Z tego co pamiętam nie przyjechałaś tu do
nikogo, tak powiedziałaś. – spytała.
- Wiesz wolałabym pominąć ten temat. Przepraszam – odparłam,
czułam się trochę winna, w sensie, że ona była taka miła, a ja jej nie chciałam
odpowiedzieć na to pytanie. No ale nie lubiłam o tym rozmawiać, a po za tym
praktycznie jej nie znam.
-Nic się nie stało, rozumiem Cię. – odpowiedziała, z wyrazem
zrozumienia. Chodziliśmy tak po parku dobrą godzinę. Było bardzo miło, znalazłyśmy
swój wspólny język, ona była zwariowana. Po mimo to, że tak bardzo się
różniłyśmy, mieliśmy o czym rozmawiać. Bawiliśmy się z Mirandą, w parku była
budka z lodami, więc poszłyśmy na lody. Mała się bardzo cieszyła, chyba mnie
naprawdę polubiła, było to bardzo dziwne bo nigdy nie miałam styczności z
małymi dziećmi.
- Wiesz co? Chodź usiądziemy- wypaliła nagle, wskazując na
ławkę niedaleko. – Ty mała idż się pobaw, ja musze pogadać chwilę z Ami ok? –
powiedziała do Mirandy, która posłuchała się jej i poszła pohuśtać się na
huśtawce . A my poszłyśmy usiąść na ławkę. – A więc powiedz co cię gryzie?
Widzę, że coś jest nie tak. Nie chcesz mówić, dlaczego tu jesteś to nie mów.
Ale jak nie masz gdzie iść, u kogo zamieszkać to ja ci pomogę. Jesteś bardzo
fajna, a mi by to sprawiło przyjemność, że komuś pomogłam- powiedziała,
chwytając mnie przyjaźnie za rękę.
-Naprawdę nie musisz, poradzę sobie. Znajde jakoś pracę i
mieszkanie. – odparłam.
-Nie ma takiej opcji. Będę się o Ciebie martwić, chcesz
tego? Po za tym mała cie polubiła, cieszyła by się jakbyś z nami zamieszkała!
Moja mama też by cię polubiła, opowiadałam jej wczoraj o tobie. Wiesz jak się o
Ciebie martwiłam? Ale popatrz, spotkałyśmy się znów. Widocznie Bóg tak chciał,
on chce twojego dobra. Uwierz. – powiedziała,
w jej głosie było słychać zdenerwowanie, ale nie takie złości tylko z
przejmowania się.
- Ale nie chce robić problemu. – powiedziałam, ze smutkiem w
głosie.
- Jakiego problemu? Pomogę ci znaleźć pracę, zarobisz i jak
będziesz chciała wyprowadzisz się ode mnie. Jedziesz dzisiaj ze mną do
Mullingar, nie ma opcji, że nie. – odpowiedziała stanowczo lecz wciąż miała
przyjazny wyraz twarzy.
- Jak ja ci się odwdzięczę? – spytałam, a po mojej twarzy
spłynęła łza szczęścia. Chociaż jeden problem miałam z głowy.
___________________
Jest 1 rozdział :) Mam nadzieje, że się podoba. Trochę długo pisałam, ale dużo problemów ostatnio na głowie. Jeżeli chcesz być informowany o rozdziałach pisz na twiitter : @love1d_6969 .
o matko.no no zaczyna się ciekawie. taki prawdziwy blog z problemami, a nie cukierkowym szczęściem i serduszkammi, chociaż nic do nich nie mam, ale miła odmiana jest :)
OdpowiedzUsuńcałusy, joaska_xd <333333
a i dzięki za informacje :)
świetny czekam na rozwinięcie ;)
OdpowiedzUsuń*Spam*Sorry*
OdpowiedzUsuńSześć wampirów...
Dwóch wilkołaków...
Dwa duchy...
Demon...
Hybryda...
Czarownica...
Człowiek...
Walka, która toczy się od lat. Historia, która wydaje się nie mieć końca. Nowe życie po śmierci? W ich przypadku tak. Co z tego wyniknie?
Nina, Bonnie, Caroline, Harry, Zayn, Niall, Jesy, Sharon, Perrie, Jade, Louis, Lucas, Damon i Liam...
Czternaście całkiem odmiennych bohaterów. Czternaście historii i tajemnic do odkrycia.
Chcesz którąś odkryć? W takim razie niech otworzą się przed Tobą wrota...
http://nowy-koniec.blogspot.com